wtorek, 10 stycznia 2012
Asy i ananasy naszej Ekstraklasy
ASY
wtorek, 27 grudnia 2011
Polskie drużyny w europejskich pucharach JESIEŃ 11/12 - podsumowanie
Pucharowa „jesień” polskich klubów rozpoczęła się 30 czerwca od meczu czwartej drużyny sezonu 10/11, Jagiellonii Białystok, z trzecią siłą kazachskiej ekstraklasy, Irtyszem Pawłodar. Jak dobrze pamiętamy, białostocczanie przegrali ten dwumecz i nic nie zapowiadało, że po ostatnim meczu w tym roku, 15 grudnia (Hapoel - Legia), humory będą nam dopisywać. Przez te 5 miesięcy i 15 dni europejskiej rywalizacji przeżyliśmy ekstremalną huśtawkę nastrojów. Przeszliśmy długą drogę: po kompromitacji Jagiellonii, miłą niespodziankę sprawił wicemistrz Polski 10/11, Śląsk Wrocław, ogrywając Dundee United i Lokomotiv Sofia, odpadając dopiero z czwartą drużyną ligi rumuńskiej, Rapidem Bukareszt. W międzyczasie jak burza przez eliminacje Ligi Mistrzów szła Wisła Kraków, a warszawska Legia zaskakiwała formą w Lidze Europy. W rezultacie... kibicowskie morale zmizerniały, bo ekipa Maskaanta nie wykorzystała kolejnej szansy na awans do Ligi Mistrzów. Cypryjski APOEL wydawał się najłatwiejszym rywalem od lat, a jak się później okazało - piłkarze z Nikozji nie tylko weszli do LM, ale też wywalczyli awans z pierwszego miejsca ze swojej grupy. Dwa dni po tej porażce, 25 sierpnia, Legia rozegrała kapitalny mecz w Moskwie - mecz, który już dziś można określić mianem historycznego dla polskiej piłki klubowej. Wygrana polskiej drużyny na terenie groźnego rywala, i do tego w tak istotnym spotkaniu, zdarza się bardzo rzadko. Stała się rzecz dawno niespotykana - w fazie zasadniczej znalazło się dwóch reprezentantów polskiej Ekstraklasy. Przez długi czas spisywaliśmy na straty krakowską Wisłę, która przegrywała w marnym stylu z każdym rywalem. Pasjonowaliśmy się ładną dla oka i skuteczną grą legionistów. W ostatecznym rozrachunku, trudno określić która z polskich drużyn zaprezentowała się lepiej. Kiedy wiślacy złapali formę, podopieczni Skorży ją zgubili - ale mogli sobie na to pozwolić, bo awans mieli w kieszeni po czwartej kolejce (było to drugie grupowe zwycięstwo Legii nad Rapidem Bukareszt, pogromcą Śląska). Trener stołecznego teamu zdecydował się na przegląd ławki rezerwowych w Tel Avivie (porażka 2:0). Wisła natomiast wymazała brzydki obraz blamaży, bo ostatecznie na swoim koncie zapisała trzy punkty w rywalizacji z Fulham i Twente (drużynami, przynajmniej na papierze, lepszymi od tych, z którymi uporać musiała się Legia). Nie da się więc porównać dokonań obu naszych klubów, jedynie czysto statystycznie lepsza okazała się Legia, która uzyskała korzystniejszy bilans bramkowy (-2). Łącznie polskie kluby rozegrały 30 spotkań, z czego 15 wygrały, 5 zremisowały i 10 przegrały. Jak nietrudno policzyć, nasze drużyny odniosły zwycięstwa w 50% meczów. Do tej pory najwięcej spotkań rozegrała Wisła Kraków (12) i zarazem najwięcej wygrała (8) i przegrała (4). Najgorszy bilans wypracował jednak Śląsk Wrocław, który na 6 rozegranych pojedynków zwyciężył tylko… raz (zauważmy, że nie przeszkodziło mu to pokonać dwóch szczebli eliminacyjnych), zremisował w dwóch i przegrał trzykrotnie. Nadto, Śląsk osiągnął największą liczbę remisów z polskich tegorocznych przedstawicieli w pucharach. Nasze drużyny uzyskały 37 bramek (do tego należy doliczyć gola samobójczego piłkarza Skonto, Renarsa Rode), z czego Polacy strzelili 15 (40,5%). Na listę strzelców wpisało się 21 piłkarzy (10 Wisły, po 5 Legii i Śląska, 1 Jagiellonii), a najlepszym snajperem okazał się Miroslav Radović z Legii (7 trafień). Na miejscu wicelidera mamy już tłum; po trzy gole strzelili gracze Wisły: Dudu Biton, Patryk Małecki i Maor Melikson. Polskie kluby mają duże kłopoty ze skuteczną grą w defensywie. Łącznie straciły 40 bramek (a więc więcej, niż uzyskały). Najczęściej piłkę z siatki wyjmowali piłkarze Wisły (18 razy, blisko 50% wszystkich straconych goli). Co przygnębiające, żadna drużyna nie może pochwalić się dodatnim bilansem bramkowym (Wisła 18 strzelonych/18 straconych - bilans 0, Legia 13/13 - bilans 0, Śląsk 5/7 - bilans -2, Jagiellonia 1/2 - bilans -1). Polska znacznie podskoczyła w rankingu UEFA, a nasze zespoły awansowały w rankingu klubowym. Już w sezonie 13/14 możemy odczuć bardzo pozytywne tego skutki. Z jednej strony jeszcze daleka droga do tego, żeby Ekstraklasa uzyskała dodatkowe miejsce w pucharach. Z drugiej zaś, w niedalekiej przyszłości drużyny z polskiej ligi mogą liczyć na rozstawienie w poszczególnych rundach i rozpoczynanie rywalizacji od późniejszych faz eliminacyjnych. Więcej na temat rankingu przeczytacie w poprzednim wpisie - tutaj. Przypominam też, że wszystkie omówione tutaj statystyki, ranking UEFA, a także wyniki i aktualny terminarz znajdziecie w dziale „Puchary 11/12” po prawej stronie. Tabelka pucharowa po zakończeniu rywalizacji grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy. LM: 4 punkty za zwycięstwo, 2 za remis. LE: 2 punkty za zwycięstwo, 1 za remis. Na szaro państwa, które nie mają już przedstawiciela w europejskich pucharach. 1. Anglia 88 pkt. (+13)
piątek, 16 grudnia 2011
Polski przełom
Kończy się rok, a polskie kluby mają za sobą najlepszą rundę w europejskich pucharach od lat. Nie zaryzykuję wyznaczenia konkretnego okresu, jaki minął od ostatniego porównywalnego sukcesu. Dla jednych będzie to Wisła Kasperczaka, dla innych legijne i widzewskie boje w LM lat ’90, natomiast dla kibiców-seniorów z pewnością dotarcie do finału Pucharu Zdobywców Pucharów przez Górnika Zabrze w 1970 roku. Niezaprzeczalnie jednak po bolesnych latach posuchy, kiedy nasze drużyny rokrocznie kompromitowały się z egzotycznymi ogórkami, a wstydu nie przynosił w zasadzie tylko Kolejorz, wreszcie jesteśmy świadkami przełomu. Ironia losu polega na tym, że sprawcy tegorocznej niespodzianki praktycznie przez całą rundę byli pod ostrzałem krytyki. Najpierw dostawało się krakowianom Maaskanta, którzy nie radzili sobie zarówno na europejskim, jak i krajowym podwórku. Przegrane w marnym stylu pojedynki z Odense, Twente i Fulham, a nadto jeszcze porażka w derby Krakowa, pogrążyły Holendra. Paradoksalnie, to właśnie w najcięższym momencie piłkarze Białej Gwiazdy złapali wiatr w żagle i udowodnili, że nie są aż tak marnymi kopaczami, na jakich kreowały ich media. Kiedy wiślacy zaczęli grać, jak z nut - ukontentowani awansem legioniści pogubili się na finiszu jesieni. Nie istnieli w meczu z PSV, rezerwowi, choć się starali, nie dali rady Hapoelowi, a w Ekstraklasie padł tylko remis w spotkaniu z Cracovią. Choć mały kryzys przed przerwą świąteczną nie wpłynął wydatnie na dobrą sytuację Legii, zarówno w Polsce, jak i w Europie, to w wymiarze europejskim szkoda straconych punktów w rankingu UEFA. 15 zwycięstw i 5 remisów w 30 meczach europejskich pucharów z udziałem naszych ekip i tak jednak pozwoliło osiągnąć znakomity współczynnik - 5.875 (20 pozycja). W rankingu, w którym na sumę punktów składają się współczynniki osiągane w pięciu ostatnich latach, możemy cieszyć się nadto z dwóch sezonów: 08/09 (5.000) i 10/11 (4.500), kiedy punkty zbierał Lech. Dobrą dla nas informacją jest fakt, że w następnym cyklu rozgrywkowym odpadnie Polsce wstydliwy współczynnik z lat 07/08 (1.666). Symulacja aktualnego rankingu bez tego okresu podnosi nasz kraj o dwie pozycje - na miejsce 18. Będziemy musieli jeszcze trochę poczekać, zanim do klasyfikacji przestanie być wliczany sezon 09/10, kiedy polskie kluby osiągnęły słaby wynik - 2.125. To jednak nie koniec dobrych informacji dla Polski. Znajdująca się w rankingu zaraz za nami Chorwacja nie ma już żadnego reprezentanta w pucharach. Czechom, z miejsca dziewiętnastego, w grze pozostała jedna ekipa. Udział zakończyły drużyny ze Szkocji (miejsce 18) i Izraela (17). Wszystko w nogach piłkarzy Legii i Wisły - czy wykorzystają sprzyjające realia, czy odpadną już w lutym ze Sportingiem i Standardem Liege. Naszym klubom szans we wiosennej rywalizacji nie odbierajmy, bo jak mawiał klasyk, „póki piłka w grze…” Niech słowo pisane ustąpi miejsca obrazom - przypomnijmy sobie te piękne, jesienne chwile jeszcze raz: Bramki z meczu Wisły z Twente (2:1) Polecam też ładnie zaprezentowaną przygodę Legii w Lidze Europy:
piątek, 02 grudnia 2011
Nowa definicja szczęścia
Można narzekać, że ominą nas w pierwszej fazie mecze z tuzami piłki, pokroju Niemiec, Anglii, czy Włoch. Piłkarze jednak za cel podstawowy powinni postawić sobie awans do play-offów i tam - z wysokim morale - oczekiwać prawdziwej przeszkody. Na drodze do ćwierćfinałów czekają ich bowiem niewielkie wzniesienia i lekkie zakręty - zachowując oczywiście odpowiednią skalę, bo na EURO słabe ekipy nie zagrają. Poważną wadą takich rozstrzygnięć dla naszych orłów i sztabu szkoleniowego będzie brak jakichkolwiek wymówek - wyświechtane formułki o honorowym odpadnięciu z turnieju nie przejdą. Trzy czerwcowe mecze albo pogrążą polską piłkę, albo zapiszą się złotymi głoskami w annałach polskiego futbolu. Tak, czy owak, na naszych oczach tworzyć się będzie historia. Może być albo bardzo źle, albo bardzo dobrze - żadnych stanów pośrednich, żadnej taryfy ulgowej. Terminarz polskiej kadry wygląda następująco: POLSKA - GRECJA WARSZAWA, 8 CZERWCA 2012, GODZ. 18:00 Mecz otwarcia na wypełnionym po brzegi własnymi kibicami stadionie i milionami widzów przed telewizorami. Marzenie każdego piłkarza. Sama świadomość budowania legendy, reprezentowania kraju w jednym z najważniejszych meczów, jakie Polska do tej pory rozegrała, powinna wyzwolić w wybrańcach Smudy pozytywną, sportową złość. To będzie mecz wagi ciężkiej, taki, który wspomina się wnukom, który gra się raz w życiu - i nie każdy wielki piłkarz tego zaszczytu mógł dostąpić w swojej karierze. Jeżeli chodzi o Polskę - żaden. I pewnie żaden już nie dostąpi, chyba że za kilkadziesiąt lat FIFA przyzna nam prawa do organizowania mundialu. Grecy trafili w eliminacjach na jedną z najłatwiejszych grup, za rywali mając Chorwację, Izrael, Łotwę, Gruzję i Maltę. Mistrzowie Europy z 2004 roku odnieśli siedem zwycięstw i trzykrotnie zremisowali. Helladzie punkty urwali Gruzini (1:1 w Pireusie), Chorwaci (bezbramkowo w Zagrzebiu) i Łotysze (1:1 w Rydze). Choć podopieczni Fernando Santosa dominowali w swojej grupie, to grą nie zachwycali, niejednokrotnie wygrywając minimalnie i szczęśliwie, np. z Izraelem u siebie dzięki karnemu na 2:1, czy z Maltą na wyjeździe dzięki bramce na 0:1 w 90 minucie. Ani Gruzja, ani Łotwa, ani nawet Malta nie były dla Greków łatwymi przeciwnikami. POLSKA - ROSJA WARSZAWA, 12 CZERWCA 2012, GODZ. 20:45 Z pewnością najtrudniejszy rywal, jaki czeka na Polaków w grupie. Znowu jednak trudno powiedzieć, żeby Sborna miała nazbyt wymagających przeciwników w eliminacjach. Z grupy B awansowali do finałów również Irlandczycy i to oni stanowili główną konkurencję. Z nimi Rosjanie wygrali na wyjeździe 2:3 i bezbramkowo zremisowali w Moskwie. Zespół Dicka Advocaata nie uniknął jednak wpadek, przegrywając między innymi z wyjątkowo słabymi Słowakami na własnym terenie, czy remisując 0:0 w Erewaniu z Ormianami. Dodatkowo dwukrotnie męczyli się z Macedończykami, oba mecze wygrywając tylko 1:0. Do ataku Macedonii często łapał się zawodnik pierwszoligowej Arki Gdynia Mirko Ivanovski. Piłkarskich umiejętności Rosjan nie można jednak dyskredytować. Jeżeli z kimś może się naszym orłom powinąć noga, to właśnie ze Sborną, choć już po pierwszych komentarzach można wysnuć wniosek, że dla polskich kibiców będzie to najważniejsza potyczka. CZECHY - POLSKA WROCŁAW, 16 CZERWCA, GODZ. 20:45 Na zakończenie fazy grupowej przyjdzie nam zmierzyć się z południowymi sąsiadami, którzy by zagrać na EURO, musieli przejść jeszcze przez sito baraży. W grupie eliminacyjnej Czesi znaleźli się w cieniu Hiszpanów. O drugie miejsce walczyli ze Szkotami, raz z nimi wygrywając (1:0 w Pradze) i raz remisując (2:2 w Glasgow). Szczególne znaczenie miało to drugie spotkanie. Dzisiaj Czechów mogłoby w finałowej szesnastce zabraknąć, gdyby nie karny w 90 minucie, wykorzystany przez Michala Kadleca. Kadra prowadzona przez Michala Bilka, trenera poza granicami swojego kraju praktycznie nieznanego, od długiego czasu pozostaje bez formy. Nasi sąsiedzi potrafili przegrać w Ołomuńcu z Litwinami (0:1, po bramce napastnika Zagłębia Lubin, Darvydasa Sernasa), ale z drugiej strony postraszyć też Hiszpanów, prowadząc z nimi w Grenadzie do 69 minuty. W barażach Czesi zaprezentowali się o kilka klas lepiej, niż przez całe eliminacje, dwukrotnie wygrywając z Czarnogórą (2:0 w Pradze i 0:1 w Podgoricy). Forma naszych rywali będzie więc wielką niewiadomą, aczkolwiek słusznie ekipa srebrnych medalistów z 1996 roku jest uważana za najsłabszą w grupie A. W Polsce rozgrywane będą również mecze grupy C. Szczególnie smakowity kąsek czeka kibiców z Gdańska, gdzie w pierwszym spotkaniu zmierzą się Hiszpanie z Włochami. Europejski klasyk odbędzie się na polskich boiskach 10 czerwca. Potyczki w tej grupie rozgrywane będą również w Poznaniu, a o awans powalczą też Chorwaci z Irlandczykami. Szczególnie obecność tej pierwszej reprezentacji cieszy, bo wielu kibiców w Polsce darzy Chorwatów sympatią. Niełatwe zadanie czeka Ukraińców, którzy takiego składu grupy mogli spodziewać się w najczarniejszych snach. Francja, Anglia i Szwecja. Szczególnie pasjonująco zapowiada się spotkanie Francuzów z Anglikami w Doniecku 11 czerwca. „Grupą śmierci” nazwany został jednak zestaw Holandia - Dania - Niemcy - Portugalia. Każdy mecz zapowiada się na prawdziwą bitwę. Mamy tutaj przecież wicemistrzów świata z 2010 roku, wicemistrzów EURO z 2008 roku, mistrzów EURO z 1992 roku i wicemistrzów EURO z 2004. Podział na grupy: GRUPA A Nie tylko piłką reprezentacyjną jednak człowiek żyje. W środę i czwartek Legia i Wisła grały w Lidze Europy. I była to zupełnie inna Legia i inna Wisła, jakie do tej pory zapamiętaliśmy z fazy grupowej. Legioniści, mimo dobrego początku, bez wigoru i większego pomysłu na grę, przegrali w Warszawie z PSV 0:3. Po piłkarzach Macieja Skorży można było spodziewać się lepszego wyniku, mając jeszcze w głowie niezły występ na Stadionie Philipsa. Wiślacy z kolei przekonali, że umieją grać i walczyć. Zmiana trenera pozwoliła nabrać graczom Białej Gwiazdy świeżości, a Kazimierz Moskal udowadnia, że może być dobrym trenerem. Kto wie, być może wkrótce, po kolejnych udanych meczach, okaże się, że Wiśle wcale nie jest potrzebny nowy szkoleniowiec, a lek na poprawę mizerii w Krakowie cały czas znajdował się w sztabie szkoleniowym? Wyjątkowo nieudany tydzień zanotowali Anglicy, dotąd dominujący rozgrywki Starego Kontynentu. Na osiem drużyn tylko jedna (Arsenal) potrafiła zwyciężyć. Oprócz tego ekipy z Premier League zanotowały dwa remisy i... aż pięć porażek. Tę sytuację wykorzystali Hiszpanie, którzy wysunęli się na pierwszy plan, odnosząc zwycięstwa w pięciu meczach (na sześć uczestniczących w Lidze Mistrzów i Lidze Europy drużyn). Do dalszych gier wywalczyło awans już sześć drużyn z Ligi Mistrzów (Bayern, Inter, Real, Arsenal, Barcelona i Milan) oraz trzynaście z Ligi Europy (PAOK Saloniki, Standard Liege, PSV, Legia, Sporting, Stoke City, Athletic, Metalist, Atletico, Schalke, Twente, Anderlecht i Lokomotiv Moskwa). Przypominam, że w dziale "Puchary 11/12" znajdziecie zbiór aktualnych statystyk oraz terminarz polskich drużyn w europejskich pucharach. Tak natomiast padały bramki w "polskich" meczach: Legia Warszawa - PSV Eindhoven 0:3 i Odense - Wisła Kraków 1:2. Tabelka pucharowa po piątej kolejce Ligi Mistrzów i Ligi Europy. LM: 4 punkty za zwycięstwo, 2 za remis. LE: 2 punkty za zwycięstwo, 1 za remis. 1. Anglia 75 pkt. (+7)
piątek, 04 listopada 2011
Team spirit
Europejskie puchary wkroczyły w fazę rewanżów. Legia pokonała w Warszawie przed kompletem publiczności Rapid 3:1. Biała Gwiazda nie powtórzyła niespodzianki z Krakowa i doznała bolesnej porażki w Londynie 4:1, mimo wspaniałego dopingu swoich kibiców. Napisanie dzisiejszej notki nastręczyło mi więcej trudności, niż to na ogół bywa. Wczorajsze mecze Legii i Wisły wymykają mi się spod jednoznacznej oceny. Możecie więc spodziewać się wpisu, w którym być może niektóre tezy będą się wzajemnie wykluczać - jak sami się jednak zaraz przekonacie, nie wszystko jest czarne, bądź białe, a kontrast najczęściej trzeba dojrzeć w szarości. Na pozór ocena spływa na klawiaturę sama. Mieliśmy w czwartek powrót do oklepanego tej jesieni scenariusza: Legia wygrywa, a Wisła dostaje lanie. W Warszawie byliśmy świadkami kolejnego z serii emocjonujących spektakli, do jakich w pucharach zdążył nas przyzwyczaić Lech w latach ubiegłych. Biała Gwiazda zaś, po odosobnionym sukcesie w trzeciej kolejce, zebrała porządne manto od Fulham. Drugą drużynę w tabeli polskiej ligi, a czwartą, wydaje się dzielić powiększająca przepaść. Nie umniejszając wspaniałemu sukcesowi Legii, która awansowała już do gier wiosennych, trzeba wziąć na poprawkę poziom prezentowany przez Rumunów w porównaniu z tym, co pokazali u siebie Anglicy. Bez dwóch zdań Legia jest lepsza od mistrza kraju, co udowodniła w lidze (2:0 w 9. kolejce), ale wczoraj miała o niebo łatwiejszego przeciwnika. Zauważcie, że Legia pozwoliła sobie na utratę bramki, kiedy mijało już blisko 40 minut gry w przewadze. Długimi chwilami gra warszawian wcale nie wyglądała zbyt piękne, choć i tak trzeba przyznać, że jeszcze do niedawna na taki poziom udawało się wspinać od wielkiego dzwonu Kolejorzowi. Niektórzy nie mogli opanować rechotu, gdy usłyszeli pomeczową wypowiedź trenera Wisły, w której uznał, że gra jego podopiecznych mogła się podobać. I tym razem z Maskaantem się zgodzę. Były momenty, że krakowianie naprawdę robili wrażenie, choć na dziesięć akcji wychodziła im jedna. W rezultacie zwycięzcom błędy się zapomina, przegranych zaś - za nie piętnuje. Legia nie zagrała o wiele lepszego spotkania, niż Wisła. I w jednym, i w drugim przypadku mieliśmy serię niedoszkolenia technicznego i czasem zwykłej nonszalancji, ale przeplatanej jakąś iskrą, której przez lata naszym drużynom brakowało. Spytacie pewnie: ale jak to? Nie można przecież porównywać gry Wisły i Legii, bo jest to niesprawiedliwe dla tego drugiego zespołu! I macie rację. To, co odróżnia wczorajszych zwycięzców od pokonanych, to rzecz często określana mianem „team spirit”. Choć poziom legioniści i wiślacy prezentowali podobny pod względem techniki i taktyki, waleczność i boiskowe „czytanie” przeważyły szalę na korzyść tych pierwszych. Legia tworzy zespół, dobrze naoliwioną maszynę, układ wzajemnie napędzających się mechanizmów. Każdy piłkarz bije z ekranu telewizora osobowością, emocją. Zawodnicy Wisły zaś wyglądają, jak niepasujące do siebie klocki. Jeżeli chcemy oddać trenerowi Maskaantowi krzty sprawiedliwości, to trzeba zauważyć, że musiał się uporać z dużymi problemami kadrowymi - wypadli mu liderzy zespołu: Małecki, Sobolewski i Melikson. I to liderzy pełną gębą, bo są to piłkarze tworzący wiślacki silnik. Bez nich Biała Gwiazda wygląda na anonimową. Brakuje kogoś, kto wziąłby na swoje barki odpowiedzialność. Nie widać między graczami tego zrozumienia, zażyłości. Może to tylko wrażenie wysnute na podstawie 90 minut meczu, może krzywdzące dla tych chłopaków, ale jednak coś wisi w powietrzu - nie tylko ja odnoszę podobne wrażenie. Z podobnymi opiniami można spotkać się w różnych zakątkach piłkarskiego internetu. Piłkarz może być dobry, ale traci swoją wartość, jeżeli nie pasuje do zespołu. I to nie zawsze jest jego wina, nie zawsze jest to tak często przytaczany kłopot z aklimatyzacją. Po prostu, tak, jak niektórzy ludzie do siebie nie pasują, tak jedni piłkarze nie pasują do drugich. W Krakowie mamy mnogość takich przypadków. Ciężko zrzucać winę na trenera, bo, mimo wszystko, da się czasem zauważyć w grze jakieś pozytywy, lecz za bardzo są one przysłaniane przez wady. Prawdziwym walczakiem w Białej Gwieździe okazał się wczoraj w zasadzie tylko Cezary Wilk i może gdzieś tam dało się zauważyć Daniela Bruda. Może receptą na sukces jest zainwestowanie właśnie w takich chłopaków, kosztem nieuzasadnionego entuzjazmu do produktu zagranicznego? Legia znacznie poprawiła swoje wyniki, kiedy zaczęto odważniej stawiać na młodzież. Rybus i Borysiuk to już ligowi weterani, choć pierwszy ma 22, a drugi 20 lat. Trzecia bramka padła po cudownym podaniu Wolskiego (19 lat) do Kucharczyka (20 lat). Przeszło godzinę na murawie spędził dziewiętnastoletni Żyro. Dlaczego? Bo po prostu na to zasłużył. Mam wrażenie, że w Legii rodzi się coś wielkiego. Jeżeli ci chłopacy będą w dalszym ciągu rozwijać się tak dynamicznie i nie zostaną rozprzedani po niemieckich i tureckich średniakach, to wkrótce Legia może na kilka lat zdominować ligę. Może przesadzam - ale to rozsądzi czas. Żeby nie pozostawić po sobie niesmaku - nie jestem ani kibicem Legii, ani Wisły. W pucharach od zawsze kibicuję każdej polskiej drużynie, bo leży mi na sercu dobro naszej piłki. Czy to Lech, czy Legia, bądź Wisła, każdy klub walczy o to, by również ligowi rywale mieli prostszą drogę do kolejnych sukcesów w pucharach. Gra w Europie to tak naprawdę nasz wspólny interes - i to interes w czystym tego słowa znaczeniu. Tabelka pucharowa po czwartej kolejce Ligi Mistrzów i Ligi Europy. LM: 4 punkty za zwycięstwo, 2 za remis. LE: 2 punkty za zwycięstwo, 1 za remis. 1. Anglia 68 pkt. (+17) |
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |