czwartek, 03 maja 2012
Kadra po Smudzie

kadraSelekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda przywiązał się do pewnej grupy piłkarzy i bez dłuższego zastanowienia możemy wytypować skład,  jaki 8 czerwca wyjdzie na Stadion Narodowy. Trudno krytykować selekcjonera za to, że trzyma się tych samych nazwisk...

...bo wytypowanie najlepszych reprezentantów na Mistrzostwa Europy od początku było celem jego pracy. Jak przekonacie się za moment, polska kadra w tym momencie gra w niemal optymalnym zestawieniu, które powinno stanowić trzon podczas eliminacji do brazylijskiego Mundialu w 2014 roku. Warto jednak zwrócić uwagę na kilku piłkarzy, którzy mogliby przydać się kadrze, a z niewyjaśnionych przyczyn nie mogą liczyć na powołanie choćby na mecze reprezentacyjnych rezerw. Na horyzoncie pojawiło się również paru młodych chłopaków, których już można określać mianem gwiazd Ekstraklasy. Po EURO najprawdopodobniej dokona się zmiana na stołku selekcjonera, więc można także liczyć na powroty do kadry.

Tabelę 77 piłkarzy, których wybrałem do "swojej" kadry znajdziecie na końcu notki.

BRAMKARZ

Dysponujemy wieloma dobrymi bramkarzami, ale klasowych mamy trzech: Szczęsny, Boruc, Kuszczak. Pozostaje pytanie, czy taka mieszanka charakteru i ambicji, ma w kadrze w ogóle prawo bytu. Wątpliwe, aby Boruc i Kuszczak pogodzili się z rolą rezerwowych. Ewentualnymi zastępcami mogliby okazać się Tytoń, z powodzeniem grający w barwach PSV Eindhoven, czy też Kieszek, regularnie wychodzący w podstawowym składzie Rody Kerkrade. W orbicie powołań pozostają naturalnie Fabiański i Sandomierski, ale w tej chwili górę bierze doświadczenie i systematyczna gra.

Wśród siódemki kandydatów nie znalazło się miejsce dla Leciejewskiego, na którego stawia trener Brann Bergen, Pawełka, podstawowego bramkarza Konyasporu, Pietrzkiewicza, wygrywającego konkurencję w Baniku Ostrawa, czy też golkiperów odgrywających rolę zmienników: Załuski z Celtiku Glasgow, Prusa z Rody Kerkrade i Białkowskiego z Southampton. Jak widać, Polska bramkarzami stoi i o obsadę tej pozycji nie musimy się martwić przez najbliższe kilkanaście lat. W Udinese rozwija się talent Piotra Zielińskiego, a po sezonie trafi tam również Wojciech Pawłowski.

LEWY OBROŃCA

Ogólnie rzecz biorąc, z naszą defensywą nie jest źle. Najgorzej wygląda właśnie lewa flanka, ale i tutaj mamy dwóch równorzędnych piłkarzy: Boenischa z Werderu i Wawrzyniaka z Legii. Regularna gra w ostatnim czasie przemawia na korzyść tego drugiego, jednak rezerwa w postaci piłkarza z Bremy powoduje, że ewentualna kontuzja legionisty nie byłaby dla selekcjonera kłopotem. Schody zaczynają się w sytuacji, kiedy niedysponowani będą obaj wymienieni piłkarze. Ze względu na reprezentacyjne doświadczenie „trzecim wyborem” powinien być Sadlok z warszawskiej Polonii, a następnie Lisowski z Korony.

Do głębszych rezerw sięgać raczej nie będzie potrzeby, ale warto zwrócić uwagę na Mateusza Słodowego. Piłkarz dla szerszej publiczności w Polsce jest postacią anonimową. Mało kto wie, że ten 20-letni obrońca regularnie rozgrywa mecze w pierwszej lidze czeskiej. Naturalnym kandydatem do kadry byłby kiedyś Piotr Brożek, dzisiaj na liście umieszczony nieco na wyrost - najlepszym rozwiązaniem w jego sytuacji byłaby zmiana drużyny i powrót do regularnego cyklu meczowego. Można się sprzeczać, czy miejsce w „siódemce” należy się Mariuszowi Pawelcowi ze Śląska, czy może jednak Brzyskiemu - na korzyść podopiecznego Oresta Lenczyka przemawia wiek.

ŚRODKOWI OBROŃCY

Pierwszą decyzją nowego selekcjonera po objęciu funkcji powinno być przywrócenie Żewłakowa do składu. Mógłby tworzyć znakomity duet z Perquisem. Często narzekamy na brak klasowych zawodników w reprezentacyjnym bloku defensywnym, ale uważam, że jest wręcz przeciwnie. Znakomitymi zmiennikami pary Żewłakow - Perquis mogliby być Głowacki i Glik, który wkrótce zagra w Serie A, a w dalszej kolejności Wojtkowiak oraz Wołąkiewicz. Wszyscy wymienieni odgrywają pierwszoplanowe role w swoich klubach i mają już większe, bądź mniejsze, doświadczenie na arenie międzynarodowej.

Nie ma sensu męczyć Was uzasadnieniami odnośnie każdego z wymienionych piłkarzy, ale warto zwrócić uwagę jeszcze na trzy nazwiska. Po pierwsze: Augustyn - jeden z niewielu piłkarzy w lidze włoskiej, który swoją grą zwrócił uwagę mocniejszych klubów, niż Vicenza i latem zapewne zmieni barwy. Po drugie: Szukała - zupełnie zapomniany u nas piłkarz, obecnie kapitan szóstej ekipy ligi rumuńskiej, Universitatei Cluj, lider w ilości spędzonych na boisku minut w zespole. I w końcu, po trzecie: czemu nie przyjrzeć się jeszcze Michałowi Stasiakowi? Na murawach greckiej ekstraklasy pojawiał się w tym sezonie szesnastokrotnie, a nie należy zapominać, że wielu polskich obrońców może o grze w Helladzie jedynie pomarzyć.

Reszta moich „nominacji” to, wyłączając rzecz jasna Komorowskiego z Tereka, piłkarze na poziomie w różnej mierze wykraczającej poza ligową szarzyznę. Dla niektórych miejsca zabrakło, ale wciąż wzbudzają zainteresowanie. Wśród takich piłkarzy można wymienić m.in. Wojciecha Szymanka z Czornomorca Odessa, klubowego kolegę Komorowskiego, Piotra Polczaka, czy też Jarosława Fojuta, od nowego sezonu defensora Celtiku Glasgow. Jak widać, przyszłego selekcjonera może rozboleć głowa od problemu bogactwa.

PRAWY OBROŃCA

Prawa obrona zarezerwowana jest dla Łukasza Piszczka i z tego powodu Marcin Wasilewski, naturalny zmiennik piłkarza Borussi w kadrze, mógłby być rozpatrywany również w kontekście gry na środku defensywy. Na prawicy występuje także kompletnie pomijany Kuś z Istanbul BB, którego kolejny trener reprezentacji powinien koniecznie przetestować. Dobre recenzje w lidze zbierają Jędrzejczyk z Legii i Celeban ze Śląska. To oni w pierwszej kolejności stanowią głębszą rezerwę kadry na tej pozycji.

Obok Pawła Golańskiego i Jakuba Rzeźniczaka, można wymienić jeszcze dwóch solidnych prawych obrońców z polskiej ligi: Marcina Kikuta z Lecha Poznań i Marcina Kowalczyka z Zagłębia Lubin.

LEWY POMOCNIK

Lewa flanka to pięta achillesowa polskiej reprezentacji. Doszedłem do wniosku, że warto byłoby wykorzystać w takiej sytuacji Adriana Mierzejewskiego, który w kadrze na tej pozycji już występował. Po lewej stronie pomocy mógłby grać również Sławomir Peszko, ale na zmiennika wyznaczyłem Rybusa. Były piłkarz Legii coraz bardziej do siebie przekonuje, ale ciężko ocenić, czy pretenduje już na stałe do pierwszego składu reprezentacji. Rywalizacja będzie dla niego z pewnością zbawienna.

Jak widać w zestawieniu, ciężko bowiem znaleźć dla Rybusa innego rywala. Żyro nie ma praktycznie żadnego doświadczenia reprezentacyjnego, a reszta wymienionych nie zawsze wybija się choćby ponad poziom ligowy.

DEFENSYWNY POMOCNIK

Pozycja defensywnego pomocnika to przede wszystkim rywalizacja Dariusza Dudki i Ariela Borysiuka. Póki co, więcej zalet może po swojej stronie zapisać gracz Auxerre, choć, w razie kontuzji, w kadrze nie pojawi się dziura nie do załatania. Do bram reprezentacji głośno puka również jeden z niewielu jasnych punktów Białej Gwiazdy, Cezary Wilk - jeden z największych walczaków ligi i zarazem piłkarz miewający przebłyski ponadprzeciętności.

Czytelników mogą zdziwić pozostałe nazwiska na liście. Trudno zrozumieć czemu szansy na występ nie dostał Adrian Mrowiec, podstawowy piłkarz Heart of Midlothian, ekipy, która obecnie rywalizuje w grupie mistrzowskiej ligi szkockiej. Pomijane są niezłe występy niegdyś wielkiej nadziei polskiego futbolu, Grzegorza Krychowiaka, na zapleczu Ligue 1. Chłopak ma dopiero 22 lata, a jego Nantes, na trzy kolejki przed końcem rozgrywek, nadal ma szanse na awans do pierwszej ligi.

Nie ma sensu rozpisywać się na temat Matuszczyka. Ostatnio nie przekonuje do swoich umiejętności, ale udowodnił nie raz, że ociera się o piłkarski talent. Choć w obecnej dyspozycji na miejsce w kadrze nie zasługuje, to na pewno nie można stracić go z pola widzenia. No i został jeszcze urodzony w Zabrzu Adam Bodzek, o którym na blogu już swego czasu pisałem. Rozegrał w tym sezonie już 30 meczów ligowych i 3 pucharowe w barwach Fortuny Dusseldorf, walczącej o awans do Bundesligi. Wątpliwe, żeby szczególną uwagę przykuli do niego Niemcy, a w polskiej reprezentacji wzmocniłby rywalizację na pozycji defensywnego/środkowego pomocnika. Ponadto, w przeciwieństwie do większości naturalizowanych piłkarzy, może pochwalić się faktem, że urodził się w Polsce. Według informacji prasowych piłkarz był obserwowany przez sztab reprezentacji już dwa lata temu, a sam Bodzek powiedział, że gra dla biało-czerwonych byłaby dla niego „spełnieniem marzeń”.

ŚRODKOWY POMOCNIK

Pozycje defensywnego/środkowego/ofensywnego pomocnika przeplatają się, ponieważ wielu piłkarzy w kadrze spełnia dość uniwersalne funkcje w linii środkowej. Wśród typowych „łączników” można na pierwszym miejscu umieścić Rafała Murawskiego, jednego z niewielu ligowców wygrywających rywalizację o miejsce w kadrze z piłkarzami z zagranicy. Na pewno pokazał do tej pory więcej w biało-czerwonym trykocie od Eugena Polanskiego. Piłkarza FSV Mainz jednak z kadry bym się nie pozbywał. Pomocnik już „wszedł” w zespół, a jako etatowy gracz Bundesligi stanowi doskonałe uzupełnienie składu.

Wielką nadzieją reprezentacji pozostaje Bartosz Salamon z Bresci Calcio. 21-latek zagrał w tym sezonie 25 meczów w Serie B i strzelił 1 bramkę. Jego drużyna nadal walczy o Serie A, a o nasz talent, według mediów, latem rozpęta się bitwa; w kolejce już stoją Benfica i Anderlecht. Smuda nie zwrócił żadnej uwagi na będącego w bardzo dobrej formie Kaźmierczaka, któremu szansa w reprezentacji na pewno się należy.

Na dalszych miejscach dwóch solidnych ligowców - Gol i Trałka, a gdzieś na horyzoncie pojawia się jeszcze nazwisko wracającego po kontuzji Bandrowskiego, choć ciężko ocenić, czy prezentuje wyższe umiejętności od - dla przykładu - Tyrały z Greuther Furth i kolegi z klubu, Burkhardta.

OFENSYWNY POMOCNIK

Przeciwnicy naturalizowanych piłkarzy pewnie się oburzą, ale nie widzę w tej chwili lepszego ofensywnego pomocnika, niż Ludovic Obraniak. Nie tylko wygrywa rywalizację na tej pozycji, ale też nie ma sobie równych w biciu rzutów wolnych. Wbrew pozorom, możemy jednak optymistycznie patrzeć w przyszłość. Wysoką formę w Anglii prezentuje z lekka zapomniany Majewski, Mila wrócił do świetnej dyspozycji sprzed lat, a za ich plecami czają się młodzi Wolski i Janota.

Szczególnie ostatni z wymienionych ma pełne prawo, aby upominać się o powołanie do kadry. W wieku 21 lat uchodzi za jednego z lepszych pomocników na zapleczu ligi holenderskiej i zapewne niedługo czeka go transfer do mocniejszej drużyny. W szeregach Wisły Kraków wyróżnia się za to Garguła, czasem pokazujący tę iskrę sprzed lat, a Roger całkiem regularnie pokazywał się w składzie piątej drużyny ligi greckiej, AEK Ateny. Nie można też stracić z pola widzenia Kiełba, Koseckiego i Klicha.

PRAWY POMOCNIK

Chyba żadna pozycja w kadrze nie przynosi takiego bogactwa, jak prawa flanka pomocy. Niekwestionowanym liderem kadry pozostaje bez wątpienia Jakub Błaszczykowski, ale aż żal nie dać szansy Grosickiemu. Piłkarz Sivassporu olśniewa błyskotliwością, a bramki strzela często nieprzeciętnej urody. Znajduje się w czołówce najskuteczniejszych piłkarzy piątej drużyny ligi tureckiej (6 bramek i 9 asyst w 34 meczach). Nic więc dziwnego, że dopiero na trzecim miejscu znajduje się Peszko, a na czwartym Małecki.

Można się sprzeczać, czy wyżej umiejscowiony powinien zostać gracz krakowskiej Wisły, czy może Szymon Pawłowski, który olśnił w Warszawie, strzelając cztery bramki Polonii. Jak zawsze w takich sytuacjach, decyduje doświadczenie na arenie międzynarodowej. Na uwagę zasługują również Kupisz z Jagiellonii i młody Możdżeń z Lecha.

NAPASTNIK

Polska przeżywa zapaść na tej pozycji, a jedynym światełkiem w tunelu pozostaje Robert Lewandowski. Może to lekka przesada, bo z dobrej strony pokazali się w tym sezonie jeszcze Piech i Robak, ale każdy chyba się zgodzi, że przepaść jest olbrzymia. Na drugim miejscu znalazł się jednak Jeleń, za szybko spisany na straty po słabszym sezonie. Nie można zapominać o wyjątkowym zmyśle snajperskim i technice tego gracza.

Podobnie jest ze Smolarkiem, najbardziej nietuzinkowym napastnikiem w Polsce od kilku długich lat. Dopiero za tą piątką znalazło się miejsce dla Sobiecha i Brożka, którzy z Frankowskim wygrywają w zasadzie tylko wiekiem. Z braku laku trzeba się przyglądać takim piłkarzom, jak Wojciechowski, Kucharczyk, Zahorski, Jankowski, czy Korzym.

Dane w tabelce na dzień 29 kwietnia.

>>>WIĘKSZA TABELKA<<<

tabela

czwartek, 15 marca 2012
Polski napastnik - gatunek wymarły

ligiW czasach, kiedy polski piłkarz staje się gwiazdą i pretenduje do reprezentacji strzelając statystycznie w co trzecim meczu ligowym, naszła mnie chęć sięgnięcia pamięcią do lat ubiegłych. W którym momencie rodzimi napastnicy stali się tak nieskuteczni i ustąpili pola zagranicznym najemnikom?

Najnudniejsze teksty to ponoć te, w których wydarzenia opisuje się chronologicznie, ale na potrzeby poniższych wypocin zachowamy kolejność czasową. Jest ona bowiem niezastąpiona w celach porównawczych; pierwszym najlepszym snajperem nowego tysiąclecia został Tomasz Frankowski z 18 bramkami zdobytymi w 30 kolejkach. Sezon 2010/2011 zakończył się zdobyciem lauru króla strzelców przez tego samego piłkarza, reprezentującego jednak już nie barwy Białej Gwiazdy, a białostockiej Jagiellonii. W całym sezonie uzbierał 14 trafień. Franek może zapisać sobie na koncie wyczyn historyczny - „otworzył” i zarazem „zamknął” klamrą jedno dziesięciolecie. W piłce nożnej to cała epoka. Co ciekawe, pierwszy tytuł króla strzelców Frankowski wywalczył już w sezonie 1998/1999, a więc swoje strzeleckie laury wywalczył w trzech różnych dziesięcioleciach! Co istotne, dopiero na szóstym miejscu w klasyfikacji strzeleckiej sezonu 2000/2001 znalazł się pierwszy obcokrajowiec - Giuliano z Legii. Przed nim znalazło się jeszcze pięciu Polaków z co najmniej 10 bramkami (w tym gronie: Grzybowski [14], Mięciel [13], Śrutwa [12], Klimek i Moskalewicz [po 10]).

Sezon 2001/2002 przyniósł prędko zniesiony (na szczęście!) pomysł z podziałem Ekstraklasy na dwie grupy. Królem strzelców został po raz pierwszy w karierze Maciej Żurawski, który wraz z Frankowskim stanowił jeden z najgroźniejszych ataków w historii ligi (choć gdy Żuraw się rozstrzelał, Franek trochę przystopował, aczkolwiek na dzisiejsze standardy i tak był zabójczo skuteczny).

Sezon 2002/2003 obrodził w snajperskie talenty, ale po raz pierwszy w historii ligi najlepszym strzelcem okazał się piłkarz zagraniczny - Stanko Svitlica z Legii. Jego 24 bramki dają mu drugie miejsce w klasyfikacji najlepszych napastników Ekstraklasy w nowym stuleciu (24) - wyprzedził go jedynie Tomasz Frankowski w sezonie 2004/2005 strzelając o jednego gola więcej. W każdym bądź razie, w 2003 roku aż czterech piłkarzy przekroczyło „magiczną” barierę 20 trafień ligowych; oprócz Svitlicy: 22 - Żurawski, 21 - Kuźba i Niedzielan. Walka o miano najlepszego strzelca rzadko była równie pasjonująca, co wówczas. Dzisiaj o takiej skuteczności swoich gwiazd kibice mogą jedynie pomarzyć.

Jedna z wielu bramek Stanko Svitlicy:

Sezon 2003/2004 przyniósł kolejny tytuł dla Macieja Żurawskiego. Piłkarze spuścili z tonu (tylko Żuraw uzyskał 20 trafień), a znacznie gorszy sezon zaliczył bohater poprzedniej edycji - Stanko Svitlica (9 bramek). Ten sezon okazał się jednak przełomowy dla Ireneusza Jelenia, który o mały włos pokonałby najjaśniejszą gwiazdę Ekstraklasy - ostatecznie zakończył rozgrywki z dwoma golami mniej, niż napastnik Wisły. Na trzecim miejscu podium, z licznikiem zatrzymanym na 17, usadowił się Marek Saganowski. Zagraniczni piłkarze nie odgrywali większej roli. Niech świadczy o tym fakt, że Svitlica nadal był najskuteczniejszym stranieri ligi.

Bramki Ireneusza Jelenia w barwach Wisła Płock:

W 2005 roku, o czym wspomniałem już wyżej, królem strzelców został Tomasz Frankowski, piłkarz, który tylko na moment zszedł z piedestału. Co zabawne, o miano najlepszego walczył z klubowym kolegą - Maciejem Żurawskim. Ostatecznie Franek trafił do siatki 25 razy, Żuraw 24. Łącznie strzelili w sezonie 49 bramek. Wyobrażacie sobie? W edycji 2010/2011 Wisła Kraków, mistrz kraju, nie zdobyła tylu goli łącznie przez całe ligowe rozgrywki! Nie ma zresztą o czym mówić - 70 goli zdobytych przez Wisłę w sezonie 2004/2005 wydaje się dzisiaj nieosiągalne przez żadną ligową drużynę. Nadal dobrze trzymali się Saganowski (14) i Jeleń (12), a swoje pięć minut przeżywał Piotr Bania z Cracovii (również 12).

Prawdziwie „pięć minut” miał jednak ktoś zupełnie inny w kolejnym sezonie. Grzegorz Piechna zachwycił całą Polskę, z wielkim luzem strzelając 21 bramek. Kariera jak z Hollywood - prędko upomniała się o niego reprezentacja i zagranica. Niestety, prędko dostał się na szczyt i prędko stamtąd zszedł. W Rosji już tak dobrze mu się nie wiodło, ale w annałach polskiego piłkarstwa zdążył się zapisać - i to w czasie, gdy rozpadł się zabójczy duet Frankowski - Żurawski. Pierwszy powędrował do Hiszpanii, drugi do Szkocji. Być może najlepszy sezon w karierze zagrał Chałbiński (15 bramek), a na horyzoncie świtała już nowa gwiazda Wisły - Paweł Brożek. Młody chłopak zachwycał ekspertów, wychodząc z cienia Franka i Żurawia. W całym sezonie zdobył goli w liczbie 13.

Hat-trick Grzegorza Piechny w meczu Korony Kielce z Polonią Warszawa (3:2):

Sezon 2006/2007 nie poszedł jednak po jego myśli. Brożek zdobył w całych ligowych rozgrywkach tylko 7 bramek. Nie było w polskiej lidze Piechny, a żaden nowy talent nie eksplodował. Rolę gwiazdy wziął na swoje barki stary wyjadacz - Piotr Reiss. Dla Lecha strzelił 15 bramek. Za nim z dwunastoma trafieniami znaleźli się Michał Chałbiński i Adrian Sikora. Dla pierwszego był to ostatni tak udany sezon, drugi zaś właśnie stawał się topowym piłkarzem Ekstraklasy. Na trzecim miejscu znalazł się natomiast Łukasz Piszczek (11) - wtedy jeszcze napastnik.

Rozgrywki sezonu 2007/2008 były z paru względów przełomowe. Po pierwsze, talent Pawła Brożka objawił się w pełnej krasie. Napastnik Wisły zostawił konkurencję daleko w tyle, zdobywając 23 gole. Po drugie, swoje najlepsze sezony rozgrywali Adrian Sikora i Marek Zieńczuk (po 16 trafień). Po trzecie w końcu, po raz pierwszy w takim nasileniu widoczni stali się obcokrajowcy. O sile Legii stanowił Takesure Chinyama (15), w Lechu rządził Hernan Rengifo (12), a Korona miała dużo pociechy z Andradiny (10). Należy też napomknąć, że ogromne nadzieje wiązano z napastnikami Górnika Zabrze: Dawidem Jarką (11) i Tomaszem Zahorskim (10). Obaj trafili z formą, więcej razy nawet nie zbliżając się do takich osiągnięć. Wtedy jednak, trzeba im to przyznać, byli postrachem ligi.

Kiedy jeden talent przeobraził się w pełnokrwistą gwiazdę ligi, na horyzoncie pojawiła się już kolejna. Sezon 2008/2009 przyniósł pierwszy w tym stuleciu podział korony króla strzelców. Po laur sięgnął lider Wisły, Paweł Brożek i Takesure Chinyama - symbol nadchodzących dla ligi czasów, w których to coraz częściej obcokrajowcy mieli strzelać bramki. Paweł i Takesure strzelili po 19 goli, za nimi natomiast uplasował się młody Robert Lewandowski (14) z Lecha. 10 bramek strzelił wtedy Dawid Nowak, uchodzący za niemniejszy talent od Roberta. Niestety, pułapu dziesięciu trafień nie przekroczył do dzisiaj. Nadal gra w GKS-ie, kiedy Lewandowski podbija Bundesligę.

Zanim jednak Robert wyjechał do Niemiec, zdążył jeszcze wywalczyć sobie miano króla strzelców 2009/2010 na krajowym poletku. Dla Lecha w lidze trafił osiemnastokrotnie, lecz konkurenci zbytnio go nie naciskali. Drugą pozycję zajął Ilijan Micanski, rozgrywający w barwach Zagłębia Lubin sezon życia. Ponad przeciętność nie wybił się tym razem Paweł Brożek (10), przypomniał o sobie Frankowski (11), już w barwach Jagiellonii. Objawił się niemały talent Artura Sobiecha (10), ale tak naprawdę zaczęto dostrzegać, że z polskimi napastnikami zaczęło dziać się coś niedobrego.

Sezon 2010/2011 to przytoczony na początku tekstu sukces Tomasza Frankowskiego - weterana, któremu wystarczyło 14 trafień, żeby zostać najlepszym. Ta edycja rozgrywek sprawiała wrażenie, jakby nikomu na laurze nie zależało. Na drugim miejscu ex aequo znaleźli się Niedzielan i Abdou Razack Traore (po 12). Czołówkę stanowiło więc dwóch piłkarzy po trzydziestce plus obcokrajowiec. Co więcej, degrengoladę polskich strzelców podkreślał fakt, że czwarty był Rudniev (11), piąty Sernas (10), szósty Kirm, Radovic i Sobiech (9), który po sezonie wyjechał do Niemiec. Niestety, bardzo kiepska forma napastników i brak nowych talentów nie nastrajał optymistycznie. Po raz ostatni tak mała liczba goli wystarczyła do wywalczenia króla strzelców w 1998 roku, choć i wtedy po laur sięgnęło aż trzech piłkarzy. Trzeba by więc cofnąć się do roku 1985, kiedy Leszek Iwanicki z Motoru Lublin samodzielnie sięgnął po tytuł króla strzelców, strzelając w sezonie 14 bramek.

150 bramka Tomasza Frankowskiego w Ekstraklasie:

Obecnie trwający sezon jest dla polskiej piłki jeszcze smutniejszy. Na pierwszym miejscu już zapewne do końca rozgrywek pozostanie Artjom Rudniev, który wyprzedza resztę stawki o kilka długości (18). Po dziesięć trafień zaliczyli inni obcokrajowcy - Biton i Cani. Na trzecim miejscu znajduje się 37-letni Frankowski i Danijel Ljuboja (po 9). Czwarte miejsce? Nakoulma (8). Dopiero później pojawiają się dwa nazwiska - Jankowskiego i Piecha (po 7). Trudno jednak powiedzieć, aby eksperci nadzwyczajnie się nimi zachwycali. Nie są gwiazdami ligi, są raczej jednymi ze składowych drużyny Ruchu Chorzów, która wzbudza uznanie jako całość. Jest jeszcze Paweł Abbott (6), a później nie ma już sensu wymieniać…

czwartek, 08 marca 2012
Stranieri w polskiej lidze - WIOSNA 11/12

polskaOstatnie tygodnie to okres wyjątkowej blogowej posuchy, ale dzisiaj nie powinniście czuć się zawiedzeni. Przed Wami, zgodnie z tradycją, raport poświęcony obcokrajowcom grającym na trzech najwyższych szczeblach rozgrywkowych w Polsce na wiosnę sezonu 2011/2012. Miłej lektury!

Wiosną zanotowaliśmy minimalny wzrost ogólnej liczby obcokrajowców w Ekstraklasie, skokową zwyżkę na jej zapleczu oraz zachowaliśmy status quo w II lidze. Łącznie te ligi skupiają 269 piłkarzy zagranicznych z 49 państw. Podział geograficzny wygląda następująco:

* Europa (26 państw - 194 piłkarzy - 72% wszystkich obcokrajowców)

* Afryka (13 - 39 - 15%)

* Ameryka Południowa (4 - 28 - 11%)

* Ameryka Północna (5 - 5 - 1%)

* Azja (1 - 2 - 1%)

Uogólniając dane, w czterech ligach objętych badaniem mniej-więcej co szósty piłkarz pochodzi z zagranicy, w samej tylko Ekstraklasie - co trzeci.

W bieżącej rundzie, w klubach najwyższej klasy rozgrywkowej, zatrudnienie znalazło 140 piłkarzy (+1 względem jesieni) z 38 państw. Za sprawą transferu El Mehdiego z Jagiellonii Białystok do Bogdanki Łęczna ubył nam z boisk ekstraklasowych ostatni obywatel Maroko. Lista państw poszerzyła się natomiast o Ghanę (przejście Alberta Bruce’a do warszawskiej Legii) oraz Ukrainę (Oleksandr Shevelyukhin w Górniku Zabrze oraz Oleksyi Shlyakotin w Koronie Kielce).

lista

Tak wahała się liczba obcokrajowców w Ekstraklasie na przestrzeni ostatnich dziewięciu rund:

wykres

Poniższa grafika przedstawia podział na pozycje zagranicznych piłkarzy z najwyższej klasy rozgrywkowej:

boiskoZauważalny wzrost zatrudnienia zagranicznych piłkarzy nastąpił w I lidze. Jesienią na zapleczu było ich 57. Wiosną kadry pierwszoligowców spęczniały o dziewiętnastu stranieri (łącznie 76 z 26 państw). Na murawach I ligi nie zobaczymy już graczy z Czarnogóry i Kanady (Luka Tiodorović i Michal Misiewicz pożegnali się z Polonią Bytom), za to legia cudzoziemska poszerzyła się o Białorusinów (w liczbie czterech, wszyscy dołączyli do Olimpii Elbląg), Gruzina (transfer Koby Shalamberidze do Floty Świnoujście), Estończyka (reprezentant kraju, Sergei Mosnikov w Pogoni Szczecin), Mołdawianina (Oleg Ikim w elbląskiej Olimpii), Marokańczyka (wspomniany El Mehdi) oraz Trynidadczyka (kadrowicz Mekeil Williams, w Pogoni Szczecin).

W II lidze zachodniej wiosną zagra tylu stranieri, co jesienią - 24, z tej samej liczby państw - 11, choć nastąpiły pewne przetasowania: nie zobaczymy już żadnego Bułgara, z kolei karierę na drugoligowych boiskach postanowił rozwijać Białorusin. Natomiast spadek o jednego obcokrajowca zanotowała II liga wschodnia. W szesnastu ekipach tej grupy zatrudnienie znalazło 29 piłkarzy z 14 krajów, w tym z dwóch nowych: Hiszpanii i Senegalu.

Oznaczenia: E - Ekstraklasa; IL - I liga; IIZ - II liga zachodnia; IIW - II liga wschodnia.

ligiNadal najbardziej umiędzynarodowionym klubem Ekstraklasy pozostaje Wisła Kraków, mimo że do zespołu nie dołączył żaden nowy piłkarz - a co za tym idzie, liczba nie uległa zmianie. Drugie miejsce na podium zajęło Zagłębie Lubin, które dokonało zimą największej ilości wzmocnień zagranicznych. Ostatnia pozycja na „pudle” należy do drugiej krakowskiej drużyny - Cracovii. Zimą siedem klubów pozbyło się więcej piłkarzy z zagranicy, niż pozyskało, w pięciu zespołach liczba obcokrajowców wzrosła, a w kolejnych pięciu nie uległa zmianie.

kluby

Wśród ekip z zaplecza, w liczbie obcokrajowców, Ekstraklasie dotrzymuje kroku Pogoń Szczecin (9), Piast Gliwice (8), Polonia Bytom (8), Olimpia Elbląg (8), Wisła Płock (8), Arka Gdynia (7), Bogdanka Łęczna (7), Flota Świnoujście (7) - a więc duża część pierwszoligowej stawki. Sytuacja w pozostałych klubach I ligi wygląda następująco:  Sandecja Nowy Sącz (4), GKS Katowice (3), Zawisza Bydgoszcz (3), Kolejarz Stróże (1), Ruch Radzionków (1), Termalica Bruk-Bet Nieciecza (1). Dolcan Ząbki, KS Polkowice, Olimpia Grudziądz i Warta Poznań nie posiadają w swoich składach ani jednego obcokrajowca.

Poniższe tabelki przedstawiają zestawienie dziesięciu najstarszych oraz dziesięciu najmłodszych zagranicznych piłkarzy Ekstraklasy. Zwróćcie uwagę, że różnica wieku między Radkiem Mynarem z Polonii Warszawa, a Veljko Batroviciem z Widzewa Łódź wynosi blisko 20 lat!

wiek

Wśród ligowych weteranów przodują Aleksandar Vukovic z Korony Kielce, Dickson Choto z Legii Warszawa i wspomniany wyżej Radek Mynar z Polonii Warszawa. Marnie wypada klasyfikacja najlepszych strzelców (żeby zmieścić się w pierwszej dziesiątce wystarczy 11 bramek); ex aequo pierwsze miejsce zajmują Miroslav Radovic z Legii Warszawa i Artjom Rudniev z Lecha Poznań.

wystepy

Poniżej znajdziecie listę reprezentantów, którzy obecnie grają w Ekstraklasie. W tabeli kolejno: kraj - nazwisko - pozycja - liczba występów - liczba goli - ostatni mecz w kadrze. Uznałem, że za obecnego reprezentanta można uznawać piłkarzy, którzy wystąpili w kadrze chociażby w roku 2011 (ich ostatni występ zaznaczyłem kolorem zielonym). W tabeli ująłem również reprezentantów młodzieżowych, mieszczących się wyłącznie w ramach powyższego klucza (występ co najmniej w roku 2011).

Idąc tropem powyższych wytycznych, w Ekstraklasie gra 41 piłkarzy (w tym 7 młodzieżowców) z 23 krajów, którzy są regularnie powoływani do reprezentacji, bądź pozostają w szerokiej kadrze. Co ciekawe, prawie połowa wyjściowej jedenastki Litwy i Łotwy (po 5) może składać się z graczy z polskiej ligi.

reprezentanci

*przy Ivicy Ilievie figuruje flaga Serbii i Czarnogóry, ponieważ to w barwach reprezentacji tego nie istniejącego już państwa ostatni raz rozegrał mecz międzypaństwowy.

Nie tylko Ekstraklasa bogata jest w kadrowiczów. Również na jej zapleczu możemy znaleźć coraz pokaźniejszą rzeszę byłych i aktualnych reprezentantów (występ przed 2011 rokiem podany w nawiasie) różnych państw:

Kaspars Dubra - obrońca Polonii Bytom, 7 występów i 1 gol w reprezentacji Łotwy U21, 1 występ w kadrze seniorskiej (2010 rok)

Oleg Ikim - obrońca Olimpii Grudziądz, 1 występ w reprezentacji Mołdawii (data występu - brak danych)

Mirko Ivanovski - napastnik Arki Gdynia (obecnie jej rezerw), 6 występów i 1 gol w reprezentacji Macedonii

Omar Jarun - obrońca Arki Gdynia, 10 występów w reprezentacji Palestyny

Veselin Marchev - napastnik Floty Świnoujście, 3 występy w reprezentacji Bułgarii U21

Clement Matawu - pomocnik Polonii Bytom, 29 występów i 1 gol w reprezentacji Zimbabwe (ostatni występ w 2010 roku)

Sergei Mosnikov - pomocnik Pogoni Szczecin, 2 mecze w reprezentacji Estonii U23, 7 występów w reprezentacji seniorskiej

Gediminas Paulauskas - obrońca Piasta Gliwice, 28 występów w reprezentacji Litwy (ostatni w 2008 roku)

Rudolf Urban - pomocnik Piasta Gliwice, 5 występów w reprezentacji Słowacji (ostatni w 2004 roku)

Boyan Peykov - bramkarz Zawiszy Bydgoszcz, 1 występ w reprezentacji Bułgarii

Deniss Rakels - napastnik GKS-u Katowice, 7 występów i 4 gole w reprezentacji Łotwy U21

Mekeil Williams - obrońca Pogoni Szczecin, 1 występ i 1 gol w reprezentacji Trynidadu i Tobago

Jeżeli widzicie jakiś błąd, bądź czegoś według Was brakuje - piszcie komentarze!

Errata: w zestawieniu reprezentantów przy Aghvanie Papikyanie brakuje oznaczenia (U19) - to w reprezentacji do lat 19 zaliczył trzy spotkania i jedno trafienie.

piątek, 24 lutego 2012
Legia i Wisła za burtą Ligi Europy

ligaPucharowa przygoda piłkarzy stołecznej Legii i Białej Gwiazdy dobiegła końca. Nie mamy jednak prawa narzekać. Choć w polskiej lidze często kopią się po czołach, w Europie pokazali klasę na miarę swoich możliwości. Poznaliśmy aktualne miejsce na piłkarskiej mapie Starego Kontynentu.

Polski futbol jest na tyle mocny, aby utrzymać dwa kluby na wiosnę, ale zbyt słaby, żeby przejść znajdujący się w kryzysie Sporting i będący bez formy Standard. Na krajowych boiskach progres nie zawsze jest widoczny, ale postęp na przykładzie występów w Lidze Europy jest bezsprzeczny. Niezwykle istotny będzie przyszły sezon. Da on odpowiedź na dwa pytania: czy EURO przełoży się na większą frekwencję klubową i czy zespoły z czołówki na stałe utrzymają trend wznoszący, chociażby powtarzając rezultat z obecnej edycji Ligi Europy.

Łącznie czterej polscy reprezentanci Ekstraklasy rozegrali w pucharach 34 spotkania, wygrywając 15 z nich, 8 remisując i 11 przegrywając. Zwycięstwo w blisko 50% meczach to bez wątpienia sukces. Dobre wrażenie psuje za to bilans bramkowy: 40 bramek strzelonych i 44 stracone. Polskie kluby borykają się z dwoma problemami, które w futbolu wydają się mieć fundamentalne znaczenie: niska skuteczność ataku i dziurawa defensywa. Zaskakująco dobrze wychodziła, zarówno Śląskowi, Legii, jak i Wiśle, kombinacyjna, zespołowa gra. Te drużyny nauczyły się szanować piłkę, rozgrywać ją i prowadzić wysoki pressing. Żadna nie obeszłaby się jednak bez wyrazistych liderów, kreujących grę i uczestniczących w prawie każdej akcji - choćby mecz ze Sportingiem pokazał, jak bardzo Legia potrzebuje Radovicia, a wcześniejsze mecze Wisły biły po oczach nieobecnością Meliksona.

Schody zaczynają się z każdym metrem w stronę bramki przeciwnika. Im bliżej pola karnego, tym większa była pewność, że komuś nie wyjdzie dośrodkowanie, źle poda, albo straci piłkę w szaleńczym dryblingu. Każde spotkanie obfitowało w takie sytuacje. Podobnie można krytykować szeregi obronne, a klasyczny przykład przykrego błędu mieliśmy przy bramce na 1:0 w rewanżowym meczu Legii ze Sportingiem. Kończąc wątek polskich drużyn, należy zwrócić uwagę na fakt, że to Wisła statystycznie była w tym sezonie najlepsza. Wygrała 8 spotkań (ponad połowa z ogólnej puli wygranych naszych ekip) i strzeliła 19 bramek (blisko połowa wszystkich strzelonych), a mimo to spotkała się z nieproporcjonalnie dużą krytyką, szczególnie za czasów Maaskanta.

Po dobrej passie w fazie grupowej, los przestał uśmiechać się do Anglików. Najprawdopodobniej w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów nie będą mieli już żadnego przedstawiciela (Napoli - Chelsea 3:1, Milan - Arsenal 4:0), a jedynym pocieszeniem pozostanie duet z Manchesteru - United i City. Pozostaje mały haczyk - Wyspiarze nie są przyzwyczajeni do emocjonowania się Ligą Europy. Z kolei dobra forma drużyn hiszpańskich powoduje, że w przyszłym sezonie Primera Division zbliży się w rankingu UEFA do Premier League na niecałe dwa punkty. Czyżby wkrótce miała nastąpić formalna zmiana na tronie Królowej Lig Europy?

W 1/8 finału Ligi Europy zobaczymy ekipy z 10 państw: Hiszpanii i Holandii (po 3), Anglii i Niemiec (po 2), Ukrainy, Grecji, Portugalii, Belgii, Włoch i Turcji (po 1).  

Trudno w niektórych przypadkach ocenić, jak potoczy się rywalizacja w rundzie rewanżowej 1/8 finału Ligi Mistrzów. Czy Bayern odrobi bramkę z Bazylei? Czy Benfica i Inter będą w stanie odrobić straty z pierwszych spotkań? Czy Real utrzyma korzystny wynik z CSKA? Ostatnie pytanie może należeć do najłatwiejszych, aczkolwiek emocje w Lidze Mistrzów i tak mamy porządne.

Tabelka pucharowa po pierwszych spotkaniach 1/8 finału Ligi Mistrzów i po zakończeniu 1/16 finału Ligi Europy. LM: 4 punkty za zwycięstwo, 2 za remis. LE: 2 punkty za zwycięstwo, 1 za remis. Na szaro państwa, które nie mają już przedstawiciela w europejskich pucharach. 

1. Anglia 94 pkt. (+6)
2. Hiszpania 92 pkt. (+16)
3. Włochy 69 pkt. (+11)
4. Niemcy 63 pkt. (+7)
5. Francja 54 pkt. (+8)
6. Holandia 53 pkt. (+14)
7. Portugalia 50 pkt. (+5)
8. Rosja 48 pkt. (+8)
9. Belgia 38 pkt. (+2)
10. Ukraina 29 pkt. (+4)
11. Szwajcaria 24 pkt. (+4)
12. Turcja 22 pkt. (+2)
13. Grecja 21 pkt. (+5)
14. Cypr 18 pkt. (-)
15. Austria 15 pkt. (-)
. Polska 15 pkt. (+3)
17. Rumunia 13 pkt. (-)
18. Izrael 11 pkt.
19. Czechy 9 pkt. (+1)
20. Dania 7 pkt.
21. Szkocja 5 pkt.
22. Białoruś 4 pkt.
23. Słowacja 1 pkt.
. Słowenia 1 pkt.
. Szwecja 1 pkt.
26. Chorwacja 0 pkt.
. Irlandia 0 pkt. 

wtorek, 10 stycznia 2012
Asy i ananasy naszej Ekstraklasy

ekstraklasa17 asów i 12 ananasów jesieni wybrał blog "15 minut przerwy". Kolejnością w poszczególnych kategoriach się nie kierujcie, bo jest losowa - i tak poniższa lista jest aż nadto subiektywna. Czekam w komentarzach na Wasze propozycje asów i ananasów rundy jesiennej!

ASY

Arkadiusz Woźniak. Na tle słabo spisującej się drużyny, wychowanek Zagłębia prezentował się ponad przeciętną, wkładając w grę całe serce. Jeden z niewielu jasnych punktów u Miedziowych tej jesieni. Co ciekawe, u Pavla Hapala nie ma pewnego miejsca w składzie, mimo że jest najlepszym strzelcem Zagłębia (4 bramki, należy zaznaczyć, że ominął pięć kolejek ligowych).

Kamil Kosowski. Wszystkie komentarze odnośnie symbolu wielkiej Wisły Kasperczaka wcale nie są przesadzone - ten zawodnik naprawdę przeżywa drugą młodość. Najprawdopodobniej dysponuje najlepszym dośrodkowaniem w całej lidze. Jego podania na nos są zbawieniem dla kiepsko spisującego się Bełchatowa. Piłkarska Polska przypomniała sobie o klasie Kamila i wiosną pomocnik najprawdopodobniej zmieni otoczenie na Białystok.

Wojciech Pawłowski. Postawa Lechii jest jednym z największych jesiennych rozczarowań, a pracę w Gdańsku zdążyło stracić już dwóch szkoleniowców. Choć piłkarze zdają się mieć świetne warunki do pracy, tylko młody bramkarz zdołał zachwycić publiczność. Jeszcze na początku września udawał się do Słupska z trzecioligowymi rezerwami, by pod koniec miesiąca być na ustach całej sportowej Polski. Na osiem ligowych spotkań zachował czyste konto w pięciu. W dwóch skapitulował tylko raz. Jeden z kandydatów do odkrycia rundy.

Prejuce Nakoulma. Dużo można było przeczytać w różnych mediach o potencjale tego zawodnika, dobrze spisywał się na pierwszoligowych boiskach, ale w Widzewie kariery nie zrobił. Na całe szczęście drugą szansę dał mu Górnik i tym razem w pełni ją wykorzystał. Tak przebojowego piłkarza ze świecą szukać - mija oniemiałych rywali, jak pachołki. Zrobił wiele dobrego dla zabrzan w tej rundzie, a jego nazwisko z pewnością pojawiło się w notesach scoutów najmożniejszych ligowych ekip.

Tomasz Frankowski. Co prawda zablokował się w 12. kolejce, ale i tak nie może zabraknąć go w tym zestawieniu. Pomimo wieku, wciąż zawstydza młodszych kolegów po fachu. Bez jego złotej stopy Jagiellonia byłaby w poważnych tarapatach. Jeżeli potwierdzą się plotki i Kosowski rzeczywiście trafi do Białegostoku, możemy być wiosną świadkami pięknych akcji - dwóch rozumiejących się bez słów techników znowu zagra w trykotach tego samego klubu.

Robert Demjan, Sebastian Ziajka, Mariusz Sacha i Sylwester Patejuk. Autorzy znakomitego wyniku beniaminka. Po tragicznym początku sezonu, kiedy nie zanosiło się na to, żeby Podbeskidzie odegrało inną rolę, niż outsidera, właśnie ci piłkarze pociągnęli zespół do przodu. Braki techniczne nadrabiają determinacją i poświęceniem. Z jesieni na pewno zapamiętamy rajdy Ziajki i fantastycznego gola Patejuka na Pepsi Arenie. 

Dudu Biton. Jeden z niewielu piłkarzy, do którego przy Reymonta nikt nie może mieć pretensji. W lidze strzelił dziewięć bramek, do tego dołożył jeszcze dwa trafienia w Pucharze Polski i trzy w Lidze Europy. Bez niego ludzie związani z Białą Gwiazdą nie spędzaliby przerwy w rozgrywkach w tak dobrych nastrojach. Mimo to, niewiadomo czy młodzieżowy reprezentant Izraela zostanie w Krakowie na dłużej. W czerwcu kończy mu się okres wypożyczenia i będzie musiał wrócić do Charleroi.

Artjom Rudnev. Łotysz na grę Kolejorza ma jeszcze większy wpływ, niż Dudu Biton na Wisłę. Jesienią Artjom był piekielnie skuteczny, wykręcając niebotyczny wynik - 18 bramek, czyli więcej o 4, niż zdobył Frankowski w całym ubiegłym sezonie. Paradoksalnie, taka skuteczność ma też swoje złe strony - tuszuje kiepską formę poznaniaków. Gdy w czasie rundy Rudnev się blokował, Lech nie potrafił wygrywać (wyjątek: zwycięstwo nad Koroną w 10. kolejce). Ten chłopak jest najjaśniejszą gwiazdą polskiej ligi i zapewne niedługo zawiesi sobie poprzeczkę wyżej - za granicą. 

Edgar Cani. Albańczyk z Włoch obudził się późno, ale kiedy już się rozkręcił, to na całego. W 16. kolejce strzelił bramkę Lechii i okazało się, że Polonia jednak ma w składzie napastnika z prawdziwego zdarzenia. Rundę zakończył z ośmioma trafieniami na trzecim miejscu ex aequo z Danijelem Ljuboją.

Danijel Ljuboja i Miroslav Radović. Wielu kibiców obawiało się, że znany Serb przyjeżdża do Polski, by odcinać kupony od swojej kariery. Nic bardziej mylnego. Ljuboja w niejednym spotkaniu dał próbki techniki na rodzimych boiskach rzadko oglądanej. Do tego jest barwną, medialną postacią, która wydaje się żyć duchem drużyny. Przypadek przełamujący stereotypy „emerytów z zagranicy”. Stworzył znakomity duet z Radoviciem. Miroslav odżył pod „skrzydłami” byłego gracza Nice. Rozstrzelał się aż miło, gra przebojowo i nietuzinkowo - jak w sezonie, kiedy do Legii przychodził. A nawet jeszcze lepiej.

Rafał Wolski. W zasadzie, powinna zostać wyróżniona cała ta legijna młodzież, której Skorża dał w tej rundzie szansę. Wolski niech będzie dowodem na to, że w Polsce da się ukształtować młodego piłkarza i wydobyć z niego to, co najlepsze. A rzeczy, jakie Rafał pokazywał w lidze (m.in. gol przeciwko Lechii) są niewiarygodne, gdy pomyśli się, że on ma dopiero 19 lat.

Dusan Kuciak. I jeszcze krótkie wyróżnienie dla Dusana - najlepszego bramkarza rundy jesiennej.

Sebastian Mila i Piotr Celeban. Czyli wrocławscy liderzy. Te dwa nazwiska niech będą symbolem sukcesu Śląska - na brawa zasłużyła cała drużyna, ale nie ma sensu ich wszystkich tutaj wymieniać.

ANANASY

Darvydas Sernas. Grał tak, jak całe Zagłębie Lubin - rozczarowująco. Jeden z najlepszych snajperów zeszłego sezonu w obecnym spisuje się poniżej poziomu, do którego przyzwyczaił kibiców. Spędził najwięcej czasu na boisku z całej ekipy Miedziowych (1307 minut), a bilans bramkowy wypracował gorszy, niż młody Arkadiusz Woźniak (849 minut). Z trzema bramkami na koncie jest i tak wicekrólem strzelców w swojej drużynie, co źle świadczy o lubinianach. Zagłębie przeżywa największy kryzys w ostatnich latach, a Litwin, miast zbawcą, jest jednym z autorów ostatniego miejsca w tabeli.

Andrzej Niedzielan i Koen van der Biezen. Dwóch napastników Cracovii, którzy mieli bezlitośnie kłuć przeciwników. Pierwszy zaliczył świetny poprzedni sezon w Koronie Kielce (12 bramek), drugi był wybijającym się strzelcem w drugiej lidze holenderskiej (16 trafień). Jesienią łącznie zdobyli dwie bramki i choć bardzo ważne (Niedzielan dał zwycięstwo w meczu z Górnikiem, a van der Biezen wygrał dla Cracovii derby z Wisłą), to obaj piłkarze zawiedli na całej linii. Inna sprawa, że koledzy w zdobywaniu goli im nie pomagają...

Marcin Żewłakow i Dawid Nowak. Dwa wielkie nazwiska z Bełchatowa, które przespały całą jesień. Brat defensora Legii przestał wykorzystywać swój główny atut - znakomitą grę głową, choć teoretycznie zyskał przed tą rundą świetnego fachowca od zagrywania piłki na samo czoło - Kamila Kosowskiego. Nowak z kolei wtopił się w ligową szarzyznę i nie zachwyca już błyskotliwą grą tak często, jak dawniej. Łącznie w lidze strzelili trzy bramki (2x Żewłakow, 1 Nowak). Jeżeli wiosną nie poprawią celowników, GKS-owi może być ciężko zakończyć sezon nad kreską.

Ivica Iliev. To przebojowy piłkarz, niejednokrotnie w lidze i pucharach pokazywał waleczny charakter, dobrą technikę i dynamikę, ale zawodników ofensywnych rozlicza się ze skuteczności. Serb przychodził do Wisły jako król strzelców w barwach Partizana Belgrad. W Polsce zupełnie zatracił instynkt strzelecki; bramki zdobył dwie: przeciwko Skonto w el. LM i Flocie w Pucharze Polski. Trochę mało, jak na tak klasowego gracza. Oby wiosna w jego wykonaniu była już znacznie lepsza.

Michael Lamey, Kev Jaliens, Osman Chavez. Defensywa to bolączka Białej Gwiazdy. Wspomniani piłkarze mieli za zadanie stworzyć zgraną, doświadczoną linię obrony. Niestety, pod skrzydłami Roberta Maaskanta ci piłkarze głównie zawodzili. Najwięcej krytyki zebrał bodaj najbardziej doświadczony z tej trójki - Jaliens, były reprezentant Holandii. W Wiśle postanowiono w końcu postawić na młodego Michała Czekaja, ku uciesze wiślackich kibiców, i jak się okazało, była to trafna decyzja.

Semir Stilić i Sergey Krivetz. Piłkarze, którzy stali się symbolami europejskich sukcesów Kolejorza, jesienią zawiedli. Zdarzały im się przebłyski drzemiącego talentu, ale zdobyte łącznie cztery bramki (Ekstraklasa + Puchar Polski) nie wprawiają w zachwyt. Być może czas na poważne roszady w poznańskiej jedenastce.

Pavel Sultes. Po Czechu spodziewano się w Warszawie znacznie więcej. W ojczyźnie bardzo regularny, strzelający co sezon 7-9 bramek, w Polsce - nieskuteczny. Na jego obronę jednak dodajmy, że jego dwie jesienne bramki były na wagę złota - dały polonistom trzy punkty z Ruchem i Wisłą. Jest nadzieja, że będzie lepiej.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
PUCHARY

PRZEZYJMY TO JESZCZE RAZ

LINKI

KONTAKT




PustaMiska - akcja charytatywna


Najlepsze Blogi

Blogi Sportowe